Wedding Day!
Jest 18:15, po straszliwie męczącym dniu mam chwilę dla siebie... ale nie oznacza to, że synek już śpi. Po prostu mąż się zlitował i wziął go na chwilkę jak już Mały zjadł kolację. Ufff...
Jeśli chodzi o pobyt tutaj to jak na razie wszystko jest super! Pod koniec miesiąca wprowadzimy się do naszego nowego lokum, ale póki co mieszkamy z moja teściową :D jakoś da się przeżyć... ma swoje dziwactwa, ale któż ich nie ma, prawda? Stara się być miła, a ja z natury jestem miła :D Ogólnie wszystko jest pozytywnie. Zaczynając od pogody, przez sprzedawców w sklepach, którzy uśmiechają się życząc mi miłego dnia, no i aż po rodzinę męża, która jest cudowna. Mamy tutaj kuzynów, ciotki, wujków, i małych kuzynów dla naszego synka... a poza tym kilku wspaniałych znajomych i przyjaciół :)
Doskonałą okazją aby ich wszystkich spotkać było czwartkowe wesele! Było to pierwsze angielskie wesele na jakim byłam. Musze przyznać, że tak dobrze nie bawiłam się odkąd zaszłam w ciążę! Było co prawda z gruntu inaczej niż na polskich weselach (a tych mam za sobą aż 14), ale było przecudnie! Począwszy od miejsca, w którym Państwo Młodzi powiedzieli sobie TAK: był to nieduży pałacyk położony niedaleko Bristolu. W pokoju hotelowym było bardzo przestronnie i ogólnie wystrój był bardzo elegancki, za to łazienka bardzo nowoczesna z ogromnym prysznicem i piękną ozdobną wanną... Sala, w której Młodzi wzięli ślub była nieduża, kameralna ale pięknie ozdobiona świeczkami i lampionami. Państwo Młodzi wyglądali przepięknie! Oboje byli wzruszeni i szczęśliwi :) można powiedzieć, że było ich troje bo ich niespełna dwuletni synek też był bardzo przejęty uroczystością :) Gdy Młodzi się pobrali i już jako Pan i Pani P. wyprowadzili gości z sali, myślałam, ze pójdziemy jeść... ale niestety nie. Wg ich harmonogramu najpierw robi się sesje zdjęciowe... Zajęło to około 2 godziny!! No trudno... Gdy w końcu Młodzi zabrali wygłodniałych gości na salę gdzie odbywało się wesele to czekaliśmy kolejne 45 minut na zupę... hah! ale jak już podano jedzenie to wszystko było coraz lepiej i lepiej :) Na stołach stały piękne kwiaty, naokoło ustawiono małe lampiony, obok naszego stołu stała wieża pięknych babeczek z ciastem u szczytu - tort weselny. Był też rozpalony kominek w hallu :) Wszystko wyglądało przecudnie! Jak w bajce! :) A ja... no cóż. Nie będę skromna i powiem, ze usłyszałam chyba z milion komplementów i komentarzy odnośnie utraty wagi i tego jak świetnie wyglądam :)) Miło słyszeć takie komentarze gdy się pracowało tak ciężko... :)
Po posiłku i przemówieniach nastąpiła zmiana wystroju sali i zaczęło się disco! :D Zabawa była przednia! Wytańczyłam się i wybawiłam :) spać poszłam o 2:30 nad ranem pomimo, że byłam z maleńkim synkiem... Udało mi się go położyć spać. Najpierw w wózku, potem w pokoju hotelowym. Sprawdzałam co chwilę czy śpi spokojnie i mogłam się bawić do upadłego! :)
Jest 21:00, synuś śpi, a my oglądamy X-Factora UK tym razem będąc w UK, a nie on-line :)
P.S. Uczę się hiszpańskiego ponieważ rozmawiałam na weselu z wieloma osobami o tym jak schudłam, ale tylko jednej osobie powiedziałam, że tak na prawdę to miałam dwa cele na ten rok: odzyskanie formy i nauka hiszpańskiego. Tą osobą był narzeczony mojej szwagierki... powiedział, że szkoda, że się nie udało dotrzymać postanowienia i dał mi czas do czerwca abym jednak spełniła swoje plany... postawił na to 20 funtów, które dostane jeśli nauczę się języka na poziomie podstawowym :))
Jeśli chodzi o pobyt tutaj to jak na razie wszystko jest super! Pod koniec miesiąca wprowadzimy się do naszego nowego lokum, ale póki co mieszkamy z moja teściową :D jakoś da się przeżyć... ma swoje dziwactwa, ale któż ich nie ma, prawda? Stara się być miła, a ja z natury jestem miła :D Ogólnie wszystko jest pozytywnie. Zaczynając od pogody, przez sprzedawców w sklepach, którzy uśmiechają się życząc mi miłego dnia, no i aż po rodzinę męża, która jest cudowna. Mamy tutaj kuzynów, ciotki, wujków, i małych kuzynów dla naszego synka... a poza tym kilku wspaniałych znajomych i przyjaciół :)
Doskonałą okazją aby ich wszystkich spotkać było czwartkowe wesele! Było to pierwsze angielskie wesele na jakim byłam. Musze przyznać, że tak dobrze nie bawiłam się odkąd zaszłam w ciążę! Było co prawda z gruntu inaczej niż na polskich weselach (a tych mam za sobą aż 14), ale było przecudnie! Począwszy od miejsca, w którym Państwo Młodzi powiedzieli sobie TAK: był to nieduży pałacyk położony niedaleko Bristolu. W pokoju hotelowym było bardzo przestronnie i ogólnie wystrój był bardzo elegancki, za to łazienka bardzo nowoczesna z ogromnym prysznicem i piękną ozdobną wanną... Sala, w której Młodzi wzięli ślub była nieduża, kameralna ale pięknie ozdobiona świeczkami i lampionami. Państwo Młodzi wyglądali przepięknie! Oboje byli wzruszeni i szczęśliwi :) można powiedzieć, że było ich troje bo ich niespełna dwuletni synek też był bardzo przejęty uroczystością :) Gdy Młodzi się pobrali i już jako Pan i Pani P. wyprowadzili gości z sali, myślałam, ze pójdziemy jeść... ale niestety nie. Wg ich harmonogramu najpierw robi się sesje zdjęciowe... Zajęło to około 2 godziny!! No trudno... Gdy w końcu Młodzi zabrali wygłodniałych gości na salę gdzie odbywało się wesele to czekaliśmy kolejne 45 minut na zupę... hah! ale jak już podano jedzenie to wszystko było coraz lepiej i lepiej :) Na stołach stały piękne kwiaty, naokoło ustawiono małe lampiony, obok naszego stołu stała wieża pięknych babeczek z ciastem u szczytu - tort weselny. Był też rozpalony kominek w hallu :) Wszystko wyglądało przecudnie! Jak w bajce! :) A ja... no cóż. Nie będę skromna i powiem, ze usłyszałam chyba z milion komplementów i komentarzy odnośnie utraty wagi i tego jak świetnie wyglądam :)) Miło słyszeć takie komentarze gdy się pracowało tak ciężko... :)
Po posiłku i przemówieniach nastąpiła zmiana wystroju sali i zaczęło się disco! :D Zabawa była przednia! Wytańczyłam się i wybawiłam :) spać poszłam o 2:30 nad ranem pomimo, że byłam z maleńkim synkiem... Udało mi się go położyć spać. Najpierw w wózku, potem w pokoju hotelowym. Sprawdzałam co chwilę czy śpi spokojnie i mogłam się bawić do upadłego! :)
Jest 21:00, synuś śpi, a my oglądamy X-Factora UK tym razem będąc w UK, a nie on-line :)
P.S. Uczę się hiszpańskiego ponieważ rozmawiałam na weselu z wieloma osobami o tym jak schudłam, ale tylko jednej osobie powiedziałam, że tak na prawdę to miałam dwa cele na ten rok: odzyskanie formy i nauka hiszpańskiego. Tą osobą był narzeczony mojej szwagierki... powiedział, że szkoda, że się nie udało dotrzymać postanowienia i dał mi czas do czerwca abym jednak spełniła swoje plany... postawił na to 20 funtów, które dostane jeśli nauczę się języka na poziomie podstawowym :))
Komentarze
Prześlij komentarz