Dzień pod tytułem: "MILION KALORII"
Jest 11:00, zajadam sałatkę z serkiem wiejskim, rzodkiewką, ogórkiem i wędlinką. Na śniadanie o 7:00 zjadłam 2 jajka na twardo polane jogurtem naturalnym i do tego ogórek kiszony. Nie polecam :D haha!
Ale najważniejsze, że się najadłam. Zgłodniałam dopiero teraz, więc jest ok. Do mojej standardowej sałatki, standardowo popijam kawę zbożową.
Jeśli chodzi o moje karbowane włosy, które za sprawą warkoczyków miały nabrać pięknego falistego kształtu, to niestety muszę się przyznać, że to był totalny niewypał! Mąż uważał, że jest ok, ale przy mojej długości i gęstości włosów (długość tylko do łopatek i bardzo gęste), niestety wyszło niemalże afro. Szybko nawinęłam kosmyki na lokówkę i opanowałam sytuację. Teraz mam śliczne loczki :)
Wybieramy się dziś na grilla, a więc do strefy pokus. Dlatego przygotuję dla siebie rybkę zafoliowaną w marynacie, aby upiec ją sobie na miejscu i nie patrzeć na kiełbaski. Może będą tam jakieś zgrabne szaszłyki z piersi kurczaka to się ewentualnie skuszę. Dodatkowo dla siebie zabieram cukinię. Uwielbiam grillowane warzywa!
Jest 20:15, właśnie położyłam synka spać. Z imprezy wróciliśmy około 18:30. Bawiliśmy się wybornie, pogoda i towarzystwo dopisały, menu też. Jakoś w zawirowaniu wydarzeń i głównie dlatego, że mnie mąż poganiał, nie wzięłam ze sobą tej ryby i cukinii. W związku z tym zjadłam to co było tam na miejscu, czyli: białą cienką kiełbaskę (zaczęło się niewinnie), sałatkę z gotowanego kurczaka, kukurydzy, papryki, kapusty pekińskiej, ogórka, pomidora, majonezu! - masakra. Potem było tylko gorzej! Tort bezowy - 2 kawałki, inne ciasta - 3 kawałki, w tym sernik! MASAKRA!
Oczywiście nie zapomniałam też o ważeniu, a ponieważ wskaźnik wagi pokazywał 77 kg. to stwierdziłam, że mogę sobie pozwolić na małą rozpustę. JUTRO WYBIEGAM! Myślałam. Więc będę musiała jutro wybiegać, pojutrze też i do końca tygodnia! A może i dłużej... W każdym razie, od jutra znowu będę grzeczna i podwoję ilość ćwiczeń! A za chwilę zabieram się za A6W i ćwiczenia z Mel B, bo o 21:00 znowu X-Factor.
Ale najważniejsze, że się najadłam. Zgłodniałam dopiero teraz, więc jest ok. Do mojej standardowej sałatki, standardowo popijam kawę zbożową.
Jeśli chodzi o moje karbowane włosy, które za sprawą warkoczyków miały nabrać pięknego falistego kształtu, to niestety muszę się przyznać, że to był totalny niewypał! Mąż uważał, że jest ok, ale przy mojej długości i gęstości włosów (długość tylko do łopatek i bardzo gęste), niestety wyszło niemalże afro. Szybko nawinęłam kosmyki na lokówkę i opanowałam sytuację. Teraz mam śliczne loczki :)
Wybieramy się dziś na grilla, a więc do strefy pokus. Dlatego przygotuję dla siebie rybkę zafoliowaną w marynacie, aby upiec ją sobie na miejscu i nie patrzeć na kiełbaski. Może będą tam jakieś zgrabne szaszłyki z piersi kurczaka to się ewentualnie skuszę. Dodatkowo dla siebie zabieram cukinię. Uwielbiam grillowane warzywa!
Jest 20:15, właśnie położyłam synka spać. Z imprezy wróciliśmy około 18:30. Bawiliśmy się wybornie, pogoda i towarzystwo dopisały, menu też. Jakoś w zawirowaniu wydarzeń i głównie dlatego, że mnie mąż poganiał, nie wzięłam ze sobą tej ryby i cukinii. W związku z tym zjadłam to co było tam na miejscu, czyli: białą cienką kiełbaskę (zaczęło się niewinnie), sałatkę z gotowanego kurczaka, kukurydzy, papryki, kapusty pekińskiej, ogórka, pomidora, majonezu! - masakra. Potem było tylko gorzej! Tort bezowy - 2 kawałki, inne ciasta - 3 kawałki, w tym sernik! MASAKRA!
Oczywiście nie zapomniałam też o ważeniu, a ponieważ wskaźnik wagi pokazywał 77 kg. to stwierdziłam, że mogę sobie pozwolić na małą rozpustę. JUTRO WYBIEGAM! Myślałam. Więc będę musiała jutro wybiegać, pojutrze też i do końca tygodnia! A może i dłużej... W każdym razie, od jutra znowu będę grzeczna i podwoję ilość ćwiczeń! A za chwilę zabieram się za A6W i ćwiczenia z Mel B, bo o 21:00 znowu X-Factor.
A oto tort bezowy, którego miałam dziś okazję kosztować... Oj, rozpusto, słodka rozpusto...
A tak poza tym to Młody szwagier ma za dobrze, bo dwa razy świeczki zdmuchiwał!
A tak poza tym to Młody szwagier ma za dobrze, bo dwa razy świeczki zdmuchiwał!
Przez synka nie poćwiczyłam wcześniej, a więc zabieram się za to dopiero o 22:15, ale najważniejsze, że będzie zrobione! Do dzieła!


Komentarze
Prześlij komentarz